Hodowla

 

Od dawna nie stawiam sobie odległych celów a raczej daję się prowadzić drodze. Sama droga jest dla mnie bardziej celem.
Parę lat temu pojawiła się na mojej drodze Chilli ( A’ Costa Rica Królewska Kraina) – puchata, żółta kulka o charakterze wszystkich bogów Olimpu. Do tej pory w życiu towarzyszyły mi małe czy średnie kundelki a od kilkunastu lat yorkshire Rocki. Nie bardzo na początku rozumiałam tego małego gryzonia, jego potrzeb, emocji.
Postanowiłam zrozumieć. Głównymi emocjami, które mi na początku towarzyszyły – były bezradność i złość. Gdzieś w tle rodziła też się coraz większa miłość i przywiązanie. Przeczytałam wiele książek i przez pierwsze miesiące szukałam odpowiedzi na czym mam oprzeć swoje rozumienie psiego świata? Czy na teorii dominacji i stada czy też na więzi i zaufaniu? Książki podpowiadały różne rozwiązania, ale w mojej głowie panowała głównie teoria chaosu :)
Postanowiłam zapisać się na kurs trenerski dla behawiorystów organizowany przez COAPE. Uczestnictwo w tym kursie z półroczną Chili pomogło mi zrozumieć procesy uczenia psa i to co wzmacnia jego zachowania.
Zapisałam się też razem z Chilijką na kurs posłuszeństwa organizowany przez szkołę KYNO w Bielsku. Zaczęłyśmy mocno się uczyć - obie siebie nawzajem. Chili okazała się dobrą uczennicą a ja zaczęłam ją co raz bardziej rozumieć. Zaczęłam zauważać, ze im bardziej się spinam tym bardziej ona jest napięta. Moja złość powoduje jej rozdrażnienie a moja bezradność wspiera jej kombinatorstwo.
Po paru miesiącach zapadła decyzja, że sprowadzę do domu jeszcze jedną hovawartkę Tixie (Bellatrix z Jihlaveckeho Udoli) - czarną podpalaną kulkę z czeskiej hodowli. Decyzja była dość odważna, więc wymagała ode mnie jeszcze więcej pracy i zaangażowania. Okazało się bowiem, że dziewczyny są tak różne, że na początku nie mogą przebywać razem. Trixi bardzo się bała większej i starszej Chili, która zachowywała się jak czołg. Pracowałam z każdą z nich z osobna przez pół roku, aż się zgrały i zaakceptowały. Dziś z perspektywy czasu nie żałuję tej decyzji i gdyby zaistniała taka sytuacja zrobiłabym dokładnie tak samo. Dziś kochają się „po psiemu” i bardzo za sobą tęsknią, kiedy dłużej się nie widzą.
W miarę jak rosło moje zaangażowanie w zrozumienie psiego świata zaczął kiełkować pomysł o hodowli, aby zanurzyć się w całym procesie, być uczestnikiem psiego życia od początku. Poprzez bycie częścią jego świata – nadać mu swój emocjonalny rytm.

W hodowli ważna jest dla mnie psychika psa, jego socjalizacja i zdrowie. Jeżeli będzie przy okazji ładnie wyglądał, a zapewne będzie – to nasza wygrana :)
Jako ludzki psychoterapeuta wiem jak ważne jest doświadczanie różnych sytuacji i emocje, które im towarzyszą. Ma to zasadniczy wpływ na kształt naszej osobowości, naszych reakcji – podobnie jest u psiaków.
W hodowli odnalazłam też część siebie samej, swoje marzenia z dzieciństwa, które po 40-stce zdecydowanie łatwiej się realizuje :)
Psy nauczyły mnie zbawiennego stanu „tu i teraz”, lepszego panowania nad emocjami, większej odpowiedzialności, bycia bardziej stanowczą i konsekwentną - za to jestem im bardzo wdzięczna :)
Pies pokazuje jacy jesteśmy, jest naszym niezafałszowanym lustrem.

Jesteśmy na początku drogi, choć parę kroków już za nami...

Więcej o moich założeniach hodowlanych zapraszam do działu WARTE PRZECZYTANIA